kozakow Napisano 21 Kwietnia 2007 Napisano 21 Kwietnia 2007 jeszcze nie ale miałem prawie okazje gdy zjeżdżałem z nudów z kładki po szynach dla wózków dziecięcych nad drogą ekspresową
J0seph Napisano 21 Kwietnia 2007 Napisano 21 Kwietnia 2007 dotychczas, na szczescie tylko hak przerzutki i mam nadzieje, ze na tym poprzestane
Neuroza Napisano 23 Kwietnia 2007 Napisano 23 Kwietnia 2007 Mój pierwszy rowerek, piękny, błękitny składaczek. Ja lat ok 6, świeżo nauczona pięknej sztuki jazdy na jednośladzie, pomykając z mamą od cioci do domu babci na wsi z niewiadomego (nawet dla mnie) powodu wjechałam z artyzmem do rowu. Efekt - złamany obojczyk i ręka. I na razie to wszystko
saucio Napisano 23 Kwietnia 2007 Napisano 23 Kwietnia 2007 Jedno co połamałem to koło i szprychy A ja z kolizji to na szczęści wychodzę tylko podrapany, chociaż tej już nawet długo nie było (odpukać w niemalowane )
mario199 Napisano 6 Maja 2007 Napisano 6 Maja 2007 Ja tam złamałem szczękę i to dość poważnie. Już 6 tydzien tylko zupki wcinam :/
QWEY564 Napisano 6 Maja 2007 Napisano 6 Maja 2007 to forum coraz bardziej przypomina joemonster... jak na razie tylko potłuczenia, obicia i rozcięcia skóry(raczej niezbyt głębokie)... chyba przy tym pozostanę...
gosforth Napisano 7 Maja 2007 Napisano 7 Maja 2007 Milo zobaczyc ze nie jestem sam :-( Zlamany obojczyk z przemieszczeniem i obrazenia wewnetrzne. Obojczyk to jednak fraszka w porownaniu z potluczeniem jakiego doznalem - ledwo sie ruszam.
czeki Napisano 7 Maja 2007 Napisano 7 Maja 2007 Na rowerku to sobie najwyżej kolano rozwaliłem, ale kiedyś się wywaliłem i strasznie bolał mnie nadgarstek. Nie chciało mi się iść do lekarza. Efekt? Wszystko do dzisiaj działa, ale że dziwnie wystaje mi jedna kość
romek91 Napisano 7 Maja 2007 Napisano 7 Maja 2007 Nigdy nic nie połamałem i mam nadzieje że tak zostanie. W życiu miałem kilka nieprzyjemnych gleb, ale na szczęście wszystkie kości zostały całe.
strider Napisano 8 Maja 2007 Napisano 8 Maja 2007 Ja również jeszcze nie miałem okazji złamania kończyn na rowerze i mam nadzieję, że nigdy nie będę miał.
Lukas_Mako Napisano 9 Maja 2007 Napisano 9 Maja 2007 ja nigdy nic nie złamałem ani nie zwichnąłem, raz jak grałem w gałe to sobie ścięgno naderwałem, ale to było dawno i nieprawda
ScR Napisano 19 Maja 2007 Napisano 19 Maja 2007 Ja połamałem kask zębatkę i strzelił mi łańcuch to z rzeczy które połamałem na rowerze a poza tym to jeszcze do tego wszystkiego złamałem rękę tzn. pękła mi kość w nadgarstku 10 dni nosiłem szynę ;/
_igi Napisano 29 Maja 2007 Napisano 29 Maja 2007 Ja złamałem ręke, kiedy dla picu zjechałem z polnej drogi pod kątem na rowerze marki "Reksio"
Aspirant Napisano 2 Lipca 2007 Napisano 2 Lipca 2007 To jakaś licytacja z cyklu "a ja...."? A ja leżałem 2 tyg. na intensywnej terapii, mialem pękniętą podstawę czaszki, uderzylem w samochod przy predkości około 50 (na tej prostej kończą mi się biegi). Samochód "nie zdążył" przejechać przede mna skrzyżowania, wymuszając pierwszeństwo. Dla mnie to wygladalo jakby idealnie wycelował. Nie mialem najmniejszych szans, nie zdazylem nawet pomyśleć, że własnie wjeżdżam mu w drzwi. Gdyby ta pani (kierowcą była kobieta) nie wsadzila mnie natychmiast do samochodu i nie zawiozla do szpitala, to bym nie żył, bo karetka moglaby nie zdarzyć, krew poszla mi uszami i ogolnie bylo nieciekawie, choc bylem w takim szoku, ze to wszystko bylo jak jakis film. Ogólnie nie polecam, do kierowców mam zasadę potrójnego niezaufania i zatrzymuje sie w kazdej niepewnej sytuacji, malo mnie interesuje, ze wychodze na czasem na frajera co nie zna przepisow (mam prawo jazdy od 9 lat), nie mowiac o tym, ze jezdzę głownie po lesie, oraz bardzo czesto goralem po chodniku.
Auch Napisano 2 Lipca 2007 Napisano 2 Lipca 2007 Ja złamałem prawą rękę. Mały byłem, jakieś 11lat może? To było w ostatni dzień wakacji jechał z kuzynem do sklepu rowerowego! po stopkę bodajże i przy prędkości ok. 20km/h wpadłem jakoś w poślizg - jezdnia była pokryta piachem no i upadłem i złamałem rękę. Na szczęście nic powaznego wtedy i w ogóle mi się nie stało. Choć raz miasiąc miałem z głowy jazdy na rowerze i innych czynności. Było po deszczu. Ścieżka rowerowa biegła przez park, a więc na drodze mokro, liście i piach. W pewnym miejscu jest taki zjazd jednocześnie z zakrętem w lewo. No więc rozpędziłem się tam. Niestety podcięło mi tylne koło i przejechałem lewą ręką kilka metrów po asfalcie. Efekt? Ręka jakby ponacinana nożem w kilkumilimetrowych odstępach od dłoni do łokcia. Bolało. Potem niechciało się goić przez miesiąc, a teraz mam taką ciekawą bliznę
Duch Napisano 2 Lipca 2007 Napisano 2 Lipca 2007 No to opowiem o szczycie pecha na rowerze. Kilka lat temu- chyba koniec podstawówki, miałem na rowerq ciężką lampę- na 2 największe paluszki. jechałem z kolegą po szutrówce, tuż koło domu, wjechałem w dziurę może 15cm głębokości- lampka się wyczepiła i niby z katapulty wystrzeliła mi prosto w nos. Efekt- 5 czy 6 raz złamanie, zalałem się krwią i z jeżdżenia już nici. Potem już była plastyka więc jakoś już wyglądam do ludzi, mimo ok 8- krotnego złamania nosa. Od tej pory mam shizę na punkcie lampek, i jeśli już jest większa, jest dodatkowo zabezpieczona choćby recepturką.
Aspirant Napisano 2 Lipca 2007 Napisano 2 Lipca 2007 miałeś wtedy kask? Nie miałem, gdybym mial kask pewnie byl mial tylko wstrzas mozgu.
PrzYm Napisano 3 Lipca 2007 Napisano 3 Lipca 2007 Ja tam się jeszcze nigdy nie połamałem. Ani na rowerze anie w ogóle
tobek Napisano 9 Sierpnia 2007 Napisano 9 Sierpnia 2007 Nigdy się nie połamałem, ale w latach dziecięcych było parę siniaków ;]
Phil4 Napisano 20 Sierpnia 2007 Napisano 20 Sierpnia 2007 Niecałe trzy tygodnie temu połamałem się przy prędkości 70km/h. Zjeżdżałem asfaltową drogą , źle oceniłem zakręt przede mną i wyleciałem z trasy. Na szczęście upadłem na ściółkę i trafiłem na miejsce w którym akurat nie było drzew. Wynik to pęknięty kask w miejscu skroni, koła do kasacji i złamany obojczyk. Lekarze mówili, że miałem dużo szczęścia.
Remo Napisano 24 Września 2007 Napisano 24 Września 2007 Wiecie panowie... mi też się wydawało, że się nie połamię i miałem takie nadzieje... 2 tygodnie temu, zjeżdżając asfaltem w niewielkiej miejscowości doszło do mojej pierwszej poważnej kraksy. Była to droga z ograniczeniem do 50km/h, a ja miałem 52. Droga bez skrzyżowań, zakręt w lewo zarośnięty krzakami, że nie można było przewidzieć czy coś jedzie w przeciwnym kierunku. Nikt z nas głupi nie jest... Obrałem optymalną drogę do prędkości, oczywiście nie zjeżdżając bliżej niż około 1,5m do środka jezdni. Z zakrętu pojawiło mi się Clio z roku około 91-92. Wyjechał nieco za szeroko i ... zrobiłem tylko małą korektę w prawo. Niestety dla mnie ta korekta nie była szczęśliwa tak do końca. Odbiłem się od podjazdu na krawężnik i walnąłem orła w ogrodzenie żelbet pod kątem prostym. Kierowca pojechał dalej.... Na moje szczęście orzełek okazał się lepszy ... Ogrodzenie wysokości około 1m, a za nim około 1 m niżej z betonową nawierznią. Robiąc fikoła zostałem plecami na ogrodzeniu, a rower poleciał jak latawiec na prywatną posesję. Ktoś mi powiedział "trzeba było walić w auto" ale ja bym tego nie chciał przeżyć... Kasku nie miałem tym razem... Skończyło się na złamanej łopatce, wyrwanym obojczyku i ogólnych potłuczeniach biodra, nogi i obtarcia głowy. Z miejsca wypadku dojechałem około 15km o własnych siłach na pogotowie. Teraz jestem usztywniony... Mam nadzieję, że na zimę zacznę już jeździć, ale co do tego to nie mam pewności.
Rekomendowane odpowiedzi
Zarchiwizowany
Ten temat przebywa obecnie w archiwum. Dodawanie nowych odpowiedzi zostało zablokowane.