Czyli zamiast słuchać własnego organizmu (który jest cwany i sam potrafi wyczuć, jak osiągnąć efekt i jak najmniej się napracować) uwierzyłeś w mit jakiejś "optymalnej kadencji" i stałeś się jego niewolnikiem.
Kadencja nie ma być celem, a jedynie środkiem do celu. Cel nie zawsze jest ten sam i wspomniane 90 obr/min w oderwaniu od konkretnego celu w danej chwili jest tylko pustą liczbą, a próba bezmyślnego trzymania się jej zawsze i wszędzie jest wręcz szkodliwa. Raz te 90 obr/min to może być wciąż za mało, by osiągnąć pełną moc, a innym razem to będzie już za dużo i będziesz niepotrzebnie marnował energię na mielenie powietrza nogami. Tak jak silnik w samochodzie, człowiek też ma zakres użytecznych obrotów, czyli kadencji. Raz to może być 60 obr/min (czasem z konieczności, bo nie ma już lżejszych przełożeń), a innym razem 120 obr/min (też bywa, że z konieczności).