To samo przełożenie (prawie, bo 50/11 jest ciut dłuższe niż 42/11) realizowane przy pomocy większych kół łańcuchowych, a w dodatku przy korzystniejszej linii łańcucha (mniejszy przekos), daje nieco większą sprawność przekładni, czyli mniej energii traci się na tarcie.
To jeden aspekt. Drugi jest taki, że mając większe blaty na korbie zyskujesz dwa, trzy, dłuższe maksymalne przełożenia, co daje możliwość uniknięcia konieczności stosowania wysokiej kadencji w sytuacji, gdy osiąganie prędkości powyżej tych 40 km/h jest ułatwione przez spadek terenu, wiatr w plecy lub cień aerodynamiczny. Wystarczy mieszkać na wyżynie, jeździć często w grupie i już okazuje się, że te wyższe prędkości wcale nie są sporadyczne.
Wysoka kadencja też pociąga za sobą koszty. Kręcenie 90-100 obr/min to znacznie więcej sił inercyjnych wynikających z niewyrównoważenia układu niż przy kadencji 70-80 obr/min. Wymaga to angażowania dodatkowych mięśni, by ustabilizować tułów i nie podskakiwać na siodełku. Mając jako najszybsze przełożenie 42/11 wszystkie sytuacje gdy jedziesz powyżej 40 km/h wymagają już stosowania kadencji powyżej 80/obr/min. 50 km/h to już 100 obr/min. Mając 53 zęby na blacie (i 11 na kasecie) te 50 km/h możesz jechać na kadencji 80 obr/min. Gdy np. masz łagodny zjazd ciągnący się przez 3 km, a dodatkowo wieje wiatr w plecy to znacznie dłużej utrzymasz prędkość gdy nie musisz cały czas kręcić 100 obr/min, tylko znacznie wygodniejsze 80 obr/min.
Nie wiem jakie macie te fitnessy, ale ja nie mam problemu z zajęciem na swoich dość aerodynamicznej pozycji i na zjazdach wielokrotnie przekraczałem 70 km/h, a na prostej z wiatrem też te 45-50 km/h można docisnąć. W sezonie letnim, gdy jestem już w formie, średnie 30 km/h na trasach 30-50 km się zdarzały, a 27-28 to już praktycznie norma (a jestem kategoria 50+).